Publikacje książkowe:Publikacje książkowe:

Roztocze Południowe - przewodnik turystyczny (część 1.)

Roztocze Południowe - przewodnikPAWEŁ RYDZEWSKI
Roztocze Południowe (Szlaki pogranicza), Arete II, Krosno 2009 (s.247).

To pozycja z najwyższej roztoczańskiej półki -
Roztocze Południowe jest pierwszą częścią z serii Szlaki pogranicza (druga część będzie poświęcona ziemi lubaczowskiej).

Autorem przewodnika jest Paweł Rydzewski - członek naszej grupy (Paweł), twórca strony Roztocza Południowego i okolic.

Więcej informacji o przewodniu, możliwości jego nabycia na stronie autora:
http://www.roztocze.horyniec.net/Roztocze/Fx01/roztocze_poludniowe.html

Czynniki sprzyjające rozwojowi turystyki, rekreacji i rehabilitacji na obszarach...

Czynniki sprzyjające rozwojowi turystyki, rekreacji i rehabilitacji na obszarach południowo-wschodniego RoztoczaCzynniki sprzyjające rozwojowi turystyki, rekreacji i rehabilitacji na obszarach południowo-wschodniego Roztocza

Autorzy: KAZIMIERZ KOSINIAK-KAMYSZ, KRZYSZTOF WOŹNY, ANNA MUDRY, JAROSŁAW ŁUSZCZYŃSKI.

GWSH Katowice, 2008r.

Współautorem niniejszej publikacji jest Krzysztof Woźny - członek naszej grupy (Kris).
W książce wykorzystano szczegółowe mapy i szkice autorstwa innego członka GERP - Młodego.


Roztocze. Problemy ochrony środowiska przyrodniczego i dziedzictwa kulturowego...

pliki/gerp/gerp/o_gerp/publikacje/wydaw308-jar-mich.JPGJAROSZ ANTONI, ANDRZEJ MICHAŁOWSKI (red.)

Roztocze. Problemy ochrony środowiska przyrodniczego i dziedzictwa kulturowego na pograniczu polsko - ukraińskim, Lubaczów 2001 (t. 1 - s. 234)

Materiały z międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się w lipcu 2001 r w Horyńcu. Tom 1: ekologia i ochrona środowiska.

Wśród tekstów znajdujemy artykuł Pawła Rydzewskiego (członka GERP), pt. Postawy ekologiczne mieszkańców Roztocza i terenów sąsiadujących. Fotogram wykorzystany na okładce publikacji (także tomu 2) został również wykonany przez Pawła.

Artykuły:Artykuły:

Wywiad: GERP ratuje dziedzictwo bruśnieńskiej kamieniarki

Poniżej można pobrać w formacie PDF przedruk wywiadu jaki GERP udzielił Małgorzacie Stelmach dla 23. Gazety Horynieckiej.

Podróż po Roztoczu Południowym 1841

Tekst ukazał się w dziewiętnastym numerze Gazety Horynieckiej.

W 1842 roku ukazały się w „Lwowianinie” refleksje z podróży Ludwika Zielińskiego po Roztoczu Południowym. Rok wcześniej autor przemierzył a następnie opisał w dwóch odcinkach trasę prowadzącą od Narola przez Lubyczę do Rawy Ruskiej i Żółkwi. Ludwik Zieliński (1808-1873) był redaktorem i wydawcą „Lwowianina” (pełna nazwa: „Lwowianin czyli zbiór potrzebnych i użytecznych wiadomości”) – magazynu literackiego, ukazującego się w latach 1835 – 1842. Wspomniane refleksje z podróży są dokumentem mało znanym, do tej pory dostępnym dla szerszego grona zainteresowanych osób jedynie na stronie internetowej jednego z członków GERP. Pragnąc spopularyzować ten dokument przedstawiamy jego wybrane fragmenty. Zachowując oryginalny styl, zdecydowaliśmy się jednak „uwspółcześnić” pisownię. Tytuł („Podróż po Roztoczu Południowym 1841”) został nadany przez autorów niniejszego opracowania. Oryginał: L. Zieliński, Narol - Lubycza; Rawa - Żółkiew, Lwowianin, z. II, 1842, s. 45-51, z. III, Lwów 1842, s. 79-86. Przeminęły wieki — ziemia została! — Ale czy ta sama warstwa ziemi, po której deptało krocie ludu, tocząc krwawe walki i gnieżdżąc się dla nadania imienia przyszłości? — Woda i czas, dwie siły, niczym niepokonane, biorąc w jednym dają drugiemu miejscu: tak wyraźnie widzieć można, że pokłady ziemne wodą ukształcone, przez deszcze i wylewy rzek, tu i ówdzie zebrane, osiadają znowu na innym miejscu tworząc urodzajną niwę. Z pyłu wszechmocną ręką rozgarniętego wyrasta plon i w pył obraca się: jego przemian historia jest tylko pamiątką, księgą, na której kartach, karteczkach i świstkach blady typ przeszłości odcisnął wygasłe życie. (…) — W podróży mojej po Galicji, począwszy od Karpat, pilnie uważałem położenie gór: prawie wszystkie mają jeden kształt, z dwóch kończyn spiczaste, środkiem grube, podobne do jaja na pół przeciętego, nizinami i wąwozami przedzielone, spiczastym zakończeniem ku Bałtyckiemu morzu zwracać się zdają. Z tego wyraźnie widać, że woda wyżłobiła przedziały i spadając na obszary nizin mogła tworzyć jeziora lub morze. Obwód żółkiewski, dawniej nazywany ziemią bełską, dziś przypierający do Królestwa Polskiego i Guberni Wołyńskiej, ku wschodowi rzeką Bugiem przerżnięty, ma grunta urodzajne i lasy, jak wielu twierdzi to wszystko ukształcone na starym namule morza. Piaszczyste grunta na kilka mil koło Mostów wielkich, mają swoje połączenie z tym piaskiem, który się rozsypuje na polach lubyckich, w jednym paśmie już nieprzerwanym niedaleko Narola, a stamtąd ciągną się koło Lubaczowa, Oleszyc, do Sieniawy i Jarosławia, stykają się one z gruntami piaszczystymi u brzegu Pilicy (…). Z takiego opisu położenia ziemi bełskiej, nie należy brać wniosek dla tych miejsc niekorzystny, owszem warstwa ziemi na dawnym namule morza istniejąca, przedzielona piaskami, gliną wystarcza na obfity plon pszenicy, żyta, jęczmienia i hreczki. Obszerne lasy, dostatek zwierzyny, a przy oględnym gospodarstwie roztropnie urządzone pasieki, mogą stanowić niemałe dochody. Połączenie murowanych gościńców z główną drogą, którą rząd zamyśla prowadzić z Lubyczy, okolicą Narola, aż do Jarosławia, rokuje wielkie dla tamtych stron pożytki.

RAWA RUSKA
Cesarska murowana droga prowadzi przez las do Rawy ruskiej. Lecz najpierw spotkać się musisz z obdrapaną żydowska, osadą. Jak dalekiej sięga starożytności, nic nie umiem powiedzieć, chyba zapytawszy Izraelity, który utwierdzi każdego badacza starożytności, że po zburzeniu Jerozolimy była założoną. Dalej leży w pięknej okolicy włość Hrebenica pana adwokata Piwockiego (…). Okolica wszakże jest przyjemna, kilka pagórków, kilka karczem wyglądających na upatrzonego, tu i ówdzie lasek, parę krówek i bosy pastuszek kłapiąc od zimna zębami, zazdrosnym okiem spogląda na tych, którym opatrzność buty rozdała. Historycznych pamiątek nie szukaj, nie pytaj: raz tylko zawieruszył się w te strony oddział wojska z komendy Koniecpolskiego, za Jana Kazimierza: wytrzebił kury, wyłowił gęsi, biorąc jedno za Hibernę, drugie na pamiątkę. Stąd to urosła w okolicy u ludu obszerna gawęda o Hibernie, która alias smok, mieszkańca wypłoszyła w lasy. Morowe powietrze także nawiedziło te strony; sielanie utrzymują z wiary godnego podania sprawcą tego nieszczęścia psa czarnego, który od wschodu przywędrował i co noc za Rawą Ruską na pagórku zasiadłszy, wył przeraźliwie i powietrze morowe za swym głosem prowadził. W połowie wieku osiemnastego pochwycono tu cztery czarownice; z tych jedna drapnęła szczęśliwie na Łysą Górę, pozostałe towarzyszki sąd miejski rawski skazał do kuny, aby ludziom nie były szkodliwe. — Wjeżdżając z pagórka do Rawy Ruskiej, dziwiłem się, że Święcki w opisaniu miasteczek, Rawę Ruską pominął. — Na pagórku wznosi się klasztor Reformatów, założony przez pobożnego Andrzeja Rzeczyckiego, starosty rzeczyckiego, niegdyś dziedzica Rawy ruskiej. Po drugiej stronie jest dom na piętro, mieszkanie dzisiejszego dziedzica Józefa hrabi Jabłonowskiego. Sąd najlepszy widok na miasteczko, otoczono przyjemną okolicą: rzeczka pod bokiem, pagórki i gaje z dala rozrzucono, miejscu temu niemało powabu dodają. Miasteczko schludne, porządnie utrzymane, ozdabia ratusz, wzniesiony staraniem i kosztem dziedzica, podobno według planu p. Rawskiego. — Budowa gmachu zupełnie oryginalna w duchu naszego wieku, ni to jońskiego ni korynckiego porządku, do obu przecie zbliżona, gustowna, zgoła ładna. Znacznie się odróżnia od wielu galicyjskich tego rodzaju gmachów, i w nim też jest główna myśl architekta (…) Podobał mi sie gust budowniczego; dziedzica zaś chwalę, że groszy skrzętnie zbieranych, użył na cel chwalebny. (…).

ŻÓŁKIEW
Cztery i pół mili cesarską drogą i nieprzerwaną równiną jedzie się z Rawy do Żółkwi. — Żółkiew na milę w oddaleniu, pysznie się wydaje; podobne jest do wielkiego miasta, lecz przy ciągłym zbliżaniu się niknie i maleje. Założenie Żółkwi nie zbyt dalekiej sięga starożytności: Regina z Herburtów, żona Stanisława Żółkiewskiego, hetmana, mając tu włość czyli osadę, podała myśl założenia miasteczka na imię Żółkiewskich. Hetman pochwalił zamiary żony swej; i tak w krótkim czasie z ubogiej osady powstało miasteczko warowne. Leży ono na dolinie w pięknej okolicy, otoczone rzeczką Świnią, z natury swej brudną, od zachodu okolone pasmem lesistych wzgórków. Miasto jest obwodowe; ma dwa opactwa, łacińskie i ruskie; dwa kościoły, farny kościół w stylu szlachetnym oraz klasztor Dominikanów i Bazylianów. Kościół famy prawie w środku miasta, niedaleko bramy Rawskiej: jest też i najpiękniejszą jego ozdobą. Kilkanaście stopni nad poziom miasta wzniesiony, z daleka widziany, ciekawych przynęca. Stary organista, ułamek z wieku osiemnastego, najdawniejszy sługa tej świątyni, chodząca historia Żółkwi, znając tu pradziadów, ich wnuki i prawnuki, wszelkie przygody i nieszczęścia: podejmuje się zawsze być w tej świątyni przewodnikiem i opowiadaczem. — „Oto są pomniki Żółkiewskich, mówił organista; marmur czarny przeżył wieki sławy; dwieście dwadzieścia i jeden lat minęło siódmego października, jak na polach cecorskich pod Buszą poległ Stanisław Żółkiewski. Dwa wieki patrzą na nas!”. (…) Między osobliwościami pokazał mi organista sztandary tureckie, kawałki namiotów Kara Mustafy spod Wiednia. Jeszcze po dziś dzień znajdują się trumny w familijnym grobowcu żółkiewskich pod kościołem; między tymi spoczywa Stanisław Żółkiewski, za którego zwłoki i wykupienie dwóch synów z niewoli tureckiej, dano Wielkiej Porcie Oltomańskiej przeszło 3 miliony ówczesnych złp. Aby zebrać tak ogromną sumę (…) król Zygmunt III. w Żółkwi monetę bić pozwolił. Najznakomitsze rodziny, ba nawet cały kraj składkę uczynił w srebrze i złocie; tym sposobem wykupione zwłoki spoczęły w tej świątyni. (…).

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich

Tekst ukazał się w czternastym numerze Gazety Horynieckiej.

Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich to piętnastotomowe dzieło wydane w końcu XIX wieku przez Filipa Sulimierskiego, Bronisława Chlebowskiego i Władysława Walewskiego.
Encyklopedia ta jest wybitnym dziełem na miarę światową: na kilkunastu tysiącach stron (jeden tom to zwykle ponad 900 stron) zawarto ogromną ilość informacji. Słownik zawiera opisy niemal wszystkich miejscowości z terenów, które obejmowała dawna Rzeczpospolita. Hasła obejmują regiony, miasta, wsi, osady... ale także rzeki, jeziora... Hasła zawierają bardzo szerokie spektrum informacji: nie tylko położenie geograficzne i administracyjne, ale także główne dane statystyczne i demograficzne, jak również cenne informacje o handlu, transporcie, przemyśle, rolnictwie.
Hasła dotyczące większych miejscowości są bardziej rozbudowane, np. opis Lubaczowa to prawie 3 strony (6 kolumn) tekstu. Ale o Mrzygłodach możemy dowiedzieć się tylko, że jest to: 1) grupa domów w Lubyczy kameralnej, pow. Rawa ruska, 2) część Werchraty.
O Horyńcu znajdujemy następujące informacje: „Horyniec (z Tarasówką i Sidnicą), wieś, po­wiat cieszanowski, nad potokami Papiernia i Sołotwina, śród piasków, błot i lasów, o 16 w. na płd. wschód od Cieszanowa oddalona; prze­strzeń pos. więk. 2113, w tem 1505 m. lasu; włość. 1999 m., ludności rzym. kat. 547, ma­jących kościół par. w miejscu należącym do miej­scowego klasztoru minorytów i fundowany przez Mikołaja ze Żmigrodu Stadnickiego w r. 1755; kościół poświęcony w 1773, przemienio­ny na parafialny w 1775 roku pod wezw. Nie­pokalanego poczęcia N. P. M.; patron Ludwik książę Poniński, okr. radca namiestnictwa, okr. podkomorzy i starosta w Rzeszowie. Do tej parafii należy 3 miejscowości: Nowiny, Radruż i Wólka horyniecka; ogólna liczba katol. 1065, izraelitów 107. Gr. katol. parafia w miejscu z cerkwią murowaną, patron ten sam co w łac. parafii w Horyńcu; z miejscowościa­mi: Miasteczko, Truszy i Sidnica. Dawna cer­kiew drewniana zgorzała na początku bieżące­go stulecia, na jej miejsce została w 18l8 roku postawiona nowa murowana kosztem gminy i ówczesnych właścicieli Horyńca hrabiów Stadnickich, których herb familijny wyrobiony jest na murze nad wchodowymi drzwiami. Sąd powiatowy w Cieszanowie, urząd pocztowy w miejscu. Konwent oo. minorytów fundowany w 1706 r. przez Mikołaja Stadnickiego. Wła­ściciel więk, pos. Ludwik książę Poniński”.
O Werchracie możemy się dowiedzieć m.in., że „W XVIII w. powstał tu klasztor bazyliański. Założył go w r. 1678 o. Jow Jamiński, jeromonach mona­steru jamnickiego, na gruntach nadanych mu przez mieszkańców wsi. Tego założyciela mia­nował ks. Dymitr Wiśniowiecki, wojew. bełski, ihumenem. Gdy następnie Jamiński przeniósł się do Krupca, gdzie też założył monaster, za­proszono na ihumeństwo Izaaka Sokalskiego z monasteru zamojskiego. Ten przyniósł ze so­bą dwa obrazy: Chrystusa i Matki Boskiej, który zasłynął cudami i znany był pod nazwą ,,M.B.Werchrackiej”. Po zamknięciu monasteru prze­niesiono obraz r. 1810 do klasztoru krechowskiego. W r. 1702 był ihumenem o. Barłaam Teodorowicz, syn włościanina z W. Monaster istniał do r. 1806 poczem zakonnicy przenieśli się do Krechowa”.
Słownik podaje wiele szczegółów związanych ze sprawami gosporaczymi. Np. w haśle „Prusie” (koło Werchraty) znajdujemy następujący opis: „Staw, na którym młyn o jednym kamieniu. Ten staw OO. Reformaci Rawscy za konsensem J.W. Marszałka nadwornego zławiają, któ­ry w intratę nie rachuje się, ile nigdy w aren­dzie spust nie bywał, i stawek mały”.
W 1977 roku nakładem Wydawnictw Artystycznych i Filmowych wydano reprint Słownika w limitowanej, numerowanej serii 800 egzemplarzy. Obecnie można go zakupić również w wersji elektronicznej na CD-ROM lub też skorzystać z Internetu. Kilka witryn udostępnia Słownik w całości. Najbardziej godny polecenia jest serwis ICM UW (http://dir.icm.edu.pl/pl/Slownik_geograficzny/), z wyszukiwarką haseł.
Warto bliżej poznać redaktorów tego wielkiego dzieła. Filip Sulimierski urodził się w Sieradzu w 1843 r. Ojciec jego, właściciel majątku Brzeski nad Drabią zmarł cztery miesiące przed urodzeniem syna. Matka została wdową z czworgiem dzieci, w wychowaniu, których zapewne pomagała jej liczna rodzina męża. Sulimierski ukończył Szkołę Główną w Warszawie, uzyskując stopień magistra nauk matematycznych. Po ukończeniu studiów rozpoczął pracę w "Wędrowcu" (tygodniku geograficzno – krajoznawczym), który stał się później jego własnością (ale pisywał także do innych gazet). Będąc redaktorem "Wędrowca" wytworzył wokół niego liczne grono korespondujących czytelników. I wtedy pojawił się pomysł wykorzystania ich pomocy do przedstawiania przedrozbiorowej historii Polski. Sulimierski zredagował 5 pierwszych tomów, po jego śmierci (w 1885 roku, spoczywa na Powązkach). Dzieło dokończył Bronisław Chlebowski (ur. 1846 w Warszawie, zmarł w 1918), syn lekarza. Był historykiem literatury, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Towarzystwa Naukowego w Warszawie. Jednym z redaktorów Słownika był też Władysław Walewski - ziemianin, kandydat nauk dyplomatycznych uniwersytetu dorpackiego.
Słownik został opublikowany w dużym stopniu dzięki funduszom Witolda Zglenickiego – postaci wybitnej. Witold Leon Julian Zglenicki urodził się 6 stycznia 1850 r. we wsi Wargawa Stara, w mazowieckiej rodzinie drobnoszlacheckiej. Studiował na wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej Warszawskiej oraz w Instytucie Górniczym w Petersburgu. Pracował Urzędu Probierczym w Baku, poświęcając się też badaniom geologicznym i wynalazkom. Za zasługi oraz za środki własne uzyskał prawa do działek naftowych na lądzie i Morzu Kaspijskim. Zmarł w 1904 roku. Mieszkańcy Baku z wdzięczności usypali sztuczny ląd na wodach morskich, na którym został pochowany. Grób ten przetrwał Rewolucję Październikową i znajduje się tam do dzisiaj. Witold Zglenicki większość swego majątku zapisał nauce (więcej o tej niezwykłej postaci – w książce Andrzeja Chodubskiego, pt. „Polski Nobel”).

Dr Mieczysław Orłowicz – turysta także roztoczański

Tekst ukazał się w trzynastym numerze Gazety Horynieckiej.

„Za następną stacyą Basznią wjeżdża pociąg w pasmo gór Roztocze Rawskie, biegnąc doliną Słotwinki, w której leży Horyniec”. Tak o Roztoczu Południowym i Horyńcu wspomina Mieczysław Orłowicz, w swoim „Ilustrowanym przewodniku po Galicyi”, wydanym we Lwowie, w 1919 roku.
Jak pisze Piotr Zaborowski, dr Mieczysław Orłowicz (1881–1959) był jednym z najbardziej znanych i zasłużonych polskich podróżników. Studiował prawo i historię sztuki, ukończył Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie oraz Akademię Handlową w Wiedniu. Organizował założone w 1909 roku Polskie Towarzystwo Krajoznawcze. W okresie międzywojennym kierował referatem turystyki w Ministerstwie Robót Publicznych, a później w Ministerstwie Komunikacji (swoje stanowisko zachował jeszcze przez siedem lat po zakończeniu drugiej wojny światowej). Oprócz tego był niestrudzonym turystą – przemierzył pieszo ponad 130 tys. km. Swoje doświadczenia wykorzystał do napisania kilku znakomitych przewodników.
Do tych znakomitych przewodników można zaliczyć z pewnością wspomniany już „Ilustrowany przewodnik po Galicyi” oraz „Ilustrowany przewodnik po Lwowie” (II wydanie w 1925 r.). Przewodniki te, to przykłady zamiłowania do kultury polskiej, poznawanej dzięki turystyce. Jakże odmienne są w treści i formie od współczesnych przewodników turystycznych. Przewodniki Orłowicza czyta się jak powieści, mimo świadomie nadanej przez autora, skrótowej formule. Miłośnicy Roztocza w „Ilustrowanym przewodniku po Galicyi” znajdą opisy m.in. następujących tras: Lwów – Jaworów, Lwów – Jarosław, Jarosław – Rawa Ruska, obszerny opis Żółkwi, krótsze – Krechowa, Janowa, Niemirowa i innych miejscowości leżących na obecnym Roztoczu ukraińskim lub w okolicach. Wzmianki – m.in. o Lubaczowie, Cieszanowie, Oleszycach i Horyńcu – o którym dowiadujemy się, iż jest tu „Mały, prymitywnie urządzony, prawie wyłącznie przez Żydów frekwentowany zakład kąpielowy siarczany o kilku łazienkach. Pałac ks. Ponińskiego z salą teatralną i dużą biblioteką. 11 km. na południe zakład kąpielowy w Niemirowie. Za Horyńcem przekracza kolej na grzbiecie Roztocza Rawskiego dział wód między Sanem a Bugiem poczem zjeżdża w dół w dolinę Raty, w której leżą Werchrata, Huta Zielona, najbliższa stacya dla Potylicza, a wreszcie Rawa Ruska, punkt połączenia z linią ze Lwowa do Sokala.”
Postać Mieczysława Orłowicza jest bliska sercom również mieszkańców Przemyśla. Od 2001 roku przemyski oddział PTTK organizuje Ogólnopolskie Rajdy Turystyczne imienia dr Mieczysława Orłowicza. Jak podaje Dariusz Hop, jednym z dzieł Orłowicza jest wydany w 1917 r. doskonały "Ilustrowany przewodnik po Przemyślu i okolicy", który ukazał się w polskiej i niemieckiej wersji językowej. Orłowicz napisał go rok wcześniej podczas służby wojskowej w Przemyślu. Poznał wtedy dokładnie nie tylko sam Przemyśl, ale także jego bliższe i dalsze okolice. Do dzisiaj jest to niedościgniony wzór dla autorów kolejnych przewodników po Przemyślu. Zdaniem D. Hopa, dzięki patriotyzmowi i odwadze Orłowicza, wykazanej podczas pracy w komisji rekwizycyjnej udało się uratować wiele zabytkowych dzwonów, które zaborcy chcieli przetopić na potrzeby toczącej się wówczas I wojny światowej. W okresie międzywojennym Mieczysław Orłowicz pracował nieustannie nad rozwojem polskiej turystyki. Stworzył jej nowy model i organizował niezbędną administrację. Wyznaczył także przebieg Głównego Szlaku Beskidzkiego w Karpatach Wschodnich, który wyznakowano w latach 1926-1928. Każdą wolną chwilę spędzał na organizowanych przez siebie, często wielodniowych, wycieczkach i górskich wyprawach.
Mieczyław Orłowicz (jako student V roku prawa) był założycielem i pierwszym prezesem Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie, który powstał 29 kwietnia 1906 r. Była to pierwsza akademicka organizacja turystyczna na ziemiach polskich. Orłowicz był autorem ponad stu przewodników turystycznych. Propagował turystykę w Bieszczadach Wschodnich, w uznaniu zasług jego imieniem nazwano przełęcz w Bieszczadach Zachodnich (przełęcz M. Orłowicza) – jak również Główny Szlak Sudecki.
Pamięć o działalności Mieczysława Orłowicza nie osłabła również dziś. Np. Wyższa Szkoła Turystyki i Rekreacji w Warszawie przyjęła go za swojego patrona. W uzasadnieniu czytamy, iż „Mieczysław Orłowicz był człowiekiem, który pozwolił nam ujrzeć Polskę w jej krajobrazowym pięknie, wskazał na wartości turystyczne polskiej ziemi i jej mieszkańców. Był wspaniałym propagatorem wycieczek turystycznych, które wyrywają ludzi z ich często szarej rzeczywistości ukazując piękno własnego kraju. WSTiR czuje się niezwykle zaszczycona faktem, że uzyskała zgodę Rodziny M. Orłowicza oraz MEN na nadanie jej imienia tak wielkiego propagatora i popularyzatora polskiej turystyki”. Mieczyław Orłowicz jest również patronem ulic w Przemyślu, Warszawie i Jarosławiu, a także Oddziału PTTK w Przemyślu. Niektóre przewodniki Mieczysława Orłowicza (np. „Ilustrowany przewodnik po Galicyi”) są dziś dostępne dzięki drukowi reprintów (Wydawnictwo Ruthenus).

Wodospady, progi skalne, szypoty

Tekst ukazał się w dwunastym numerze Gazety Horynieckiej.

Roztocze Południowe poprzecinane jest gęstą siecią potoków i strumieni, na których znajdujemy liczne małe wodospady, progi skalne, kaskady, itp. Na użytek bieżącego artykułu przyjmujemy terminologię Tomasza Holbanda (Instytut Adeviq-SPIN), który definiuje wodospad jako wody rzeki lub strumienia przelewające się przez stromy próg skalny i spadające swobodnie w dół. Autor rozróżnia przy tym wodospady swobodne (gdy woda spada z progu) i ślizgowe (gdy woda spływa po progu). Na Roztoczu Południowym znajdujemy obydwa typy wodospadów. Naturalne wodospady i progi skalne na Roztoczu powstały w wyniku spękania skał wskutek ruchów tektonicznych.
Najwyższy wodospad na Roztoczu Południowym (typ ślizgowy) znajduje się na potoku Dublen, w górnej części jego biegu i liczy ok. 2,1 m wysokości (GPS 50 14.152, 23 23.549). Jest to jednocześnie najwyższy wodospad na całym Roztoczu. Wodospad został odkryty w 2003 roku, przez Grupę Eksploratorów Roztocza Południowego. Do tego czasu za najwyższy uważano próg skalny na Jeleniu (1,5 m). W miejscu, w którym znajduje się wodospad, Dublen przepływa przez głęboki, malowniczy wąwóz o stromych ścianach. Ilość wody jest tu silnie uzależniona od opadów atmosferycznych, stąd niekiedy można obserwować efektowny przepływ, a czasami tylko wąską strugę. Przy wysokim stanie wody wodospad wspaniale „szumi” już z oddala. Żałować należy jedynie, iż po opublikowaniu informacji o odkryciu wodospadu przez GERP, zwolennicy turystyki masowej urządzili w pobliżu miejsce biwakowe.
Na Dublenie, w dolnym biegu potoku (na tzw. drugim łęgu, ok. 1 km na wschód od szosy Horyniec – Brusno, w pobliżu Świdnicy), możemy obejrzeć też jeszcze inny, mniejszy wodospad – jednak utworzony nie na progu skalnym, lecz na splątanych konarach drzewa stabilizujących rumosz skalny. Niemniej i ten mniejszy wodospad jest interesujący, tym bardziej iż położony również w bardzo malowniczej okolicy.
Progi skalne znajdują się także na Sopocie, w rejonie Dziewięcierza (w pobliżu leśniczówki). W wąskim wąwozie znajdują się dwie grupy kaskad, oddalone o ok. 50 m. Największy z progów mierzy ok. 1 m wysokości (GPS 50 12.410, 23 26.162), choć w jednym z przewodników podano, iż są to... 3 m. To oczywiste nieporozumienie, niemniej nawet te znacznie mniejsze progi skalne są także interesujące. Warto nadmienić, iż nieco dalej, z biegiem potoku natrafimy na jeszcze jedną, lecz małą kaskadę, o wysokości ok. 30 cm.
Niewielkie progi skalne znajdują się również na jednym potoków w bezpośredniej bliskości Horyńca, tworząc malowniczą kaskadę złożoną z 3 progów, o wysokości do 0,5 m. Progi te bardzo przypominają słynne „szumy” na Tanwi w Rebizantach, z tą różnicą iż nieporównywalna jest szerokość obydwu wspomnianych cieków wodnych. Nie można też nie wspomnieć o podobnych progach skalnych na Łówczance (GPS 50 17.626, 23 17.864), rozrzuconych w wąwozie przecinającym wieś Łówczę.
Turyści nie powinni też pominąć jeszcze jednego wodospadu – w okolicach Polanki Horynieckiej. Nie jest to wodospad naturalny, lecz wysoki (ponad 2 m) próg dawnego młyna (GPS 50 15.326, 23 21.686). Mniej spostrzegawczy turysta mógłby nawet nie zauważyć sztucznego pochodzenia obiektu, jeżeli nie zwróciłby uwagi na położone obok skromne resztki ścian. Miejsce jest niezwykłe: zadrzewiony wąwóz przecięty wysokim progiem, z którego spadają obficie potoki wody rozpryskując się na kamienistym podłożu, usianym porośniętymi mchem głazami. Pozostałości młyna znajdują się po prawej stronie drogi prowadzącej z Polanki od gospodarstwa agroturystycznego Amigo (konie), ok. 300 przed pierwszymi zabudowaniami, ok. 200 m od drogi.
Wprawdzie artykuł dotyczy wodospadów i progów skalnych na Roztoczu Południowym, to jednak obraz byłby niepełny, gdyby pominąć trzy obiekty położone na sąsiednim Roztoczu Środkowym, tuż „za miedzą”. Pierwszy z nich, to oczywiście bardzo znana seria małych wodospadów na Tanwi w Rebizantach. Część z tych progów skalnych (GPS 50 23.565, 23 12.351), zwanych tu „szumami” położona jest w bezpośredniej bliskości szosy prowadzącej z Huty Różanieckiej do Suśca, niemal tuż przy moście. Warto jednak udać się polną drogą odbiegającą w lewo, na zachód, ok. 100 m przed (jadąc od Huty) mostem na Tanwi. Tablica przy drodze zaprasza do sklepu „U Gargamela”. Po ok. 400 m mijamy krzyż przydrożny, po kolejnych ok. 400 m skręcamy w prawo – w dół. Docieramy do małego parkingu (bez opłat) i sklepu. Tuż obok, w dolinie – chyba najpiękniejsza seria słynnych „szumów” (GPS 50 23.648, 23 11.805).
Stąd ok. 1 km w linii prostej – słynny wodospad na Jeleniu (przy szlaku turystycznym, opisy w przewodnikach). Pewna jest jego szerokość – ok. 9 m. Od czasu do czasu pojawiają się jednak dyskusje na temat jego rzeczywistej wysokości. Starsze źródła podają 1,8 m, nowsze – 1,5 m. Tę rozbieżność wyjaśnia prof. J.Buraczyński: wodospad miał wysokość 1,8 m, jednak intensywna ulewa koło Suśca (17 lipca 1965 r.) doprowadziła do przerwania tamy i wypływu wody ze stawu „Morskie Oko”. Fala powodziowa spowodowała zasypanie kotła eworsyjnego wodospadu gruzem kredowym i piaskiem, wskutek czego próg wodospadu obniżył się do 1,5 m.
Warto też odwiedzić Rybnicę Leśną (przy drodze z Rebizantów do Suśca, tuż przy rozwidleniu szosy w kierunku Narola). We wsi znajdują się pozostałości młyna (w linii prostej ok. 200 - 250 m od szosy) i naturalny próg skalny o wysokości znacznie ponad 1,5 m (GPS 50 24.163, 23 13.181). Jednak według B.Czarneckiej i B.Jońca, grzbiet progu zabezpieczony jest płytą cementową o nieznanej grubości, co utrudnia dokładny pomiar wysokości.

Goraje

Tekst autorstwa GERP ukazał się w jedenastym numerze Gazety Horynieckiej.

Goraje są najwyższymi wzniesieniami po polskiej stronie Roztocza. Długi Goraj (392 m n.p.m) leży na terenie województwa podkarpackiego, w granicach gminy Horyniec - Zdrój (!), natomiast Krągły Goraj (389 n.p.m) - to już województwo lubelskie, powiat tomaszowski.
Goraje są ostańcami najstarszej rzeźby, „wyrastającymi" z podłoża wapieni mioceńskich. Długi Goraj osiąga 32 m wysokości względnej na odcinku 120 m. Jest to wzgórze o pokroju elipsy (465 m długości i 105 m szerokości - biorąc pod uwagę poziomnicę 360 m), rozciągające się mniej więcej w kierunku wschód - zachód. Szczyt Krągłego Goraja (GPS 50 18.190; 23 27.423) jest oddalony od szczytu Długiego Goraja (GPS 50 18.055; 23 27.077) o ok. 380 m w kierunku północno - wschodnim. Krągły Goraj (najwyższe wzniesienie województwa lubelskiego) jest zbliżony pokrojem do okręgu (szerokość 140 m na poziomnicy 360 m) i osiąga wysokość względną 29 m na odcinku 80 m. Robi więc wrażenie wzgórza wyższego od Długiego Goraja. Na Krągłym Goraju znajdowała się nigdyś wieża triangulacyjna, której pozostałości są widoczne jeszcze dziś.
Na stokach obydwu wzniesień znajdują się bunkry linii Mołotowa: jeden u stóp Długiego Goraja (przy jego północno - zachodnim krańcu) oraz dwa na stokach Krągłego Goraja (większy na północny - zachód, mniejszy na południowy - zachód od szczytu). Pomiędzy wzniesieniami przebiega droga prowadząca z Huty Lubyckiej w kierunku Mrzygłodów oraz Siedlisk. Drogą tą prowadzi czerwony szlak turystyczny. W pobliżu wytyczono też niebieski szlak turystyczny. Goraje są porośnięte buczyną karpacką, co powoduje, iż w lecie widoczność jest tu mocno ograniczona. Natomiast w bezlistnej porze roku wzgórza prezentują się bardzo okazale, a ze szczytu Długiego Goraja, „przebijają się" przez las całkiem imponujące widoki. Goraje najpiękniejsze są wczesną wiosną, gdy drzewa pokryte są świeżą zielenią - ale także jesienią, zarówno gdy kolorowe liście bukowe jeszcze są na drzewach, jak również wtedy gdy już opadną tworząc wspaniały czerwony kobierzec. Goraje wspaniale prezentują się także z oddali. Chyba najbardziej spektakularny widok jest z wierzchowiny leżącej na zachód od Korni (łagodne wzniesienie za cerkwią i cmentarzem). Poza tym Goraje są dobrze widoczne z szosy prowadzącej z Bełżca do Hrebennego - w pobliżu wsi Potoki oraz z szosy bignącej od Machnowa do Lubyczy a także z okolic Brzezin i Szwedowej Góry. Bliższe panoramy - to oczywiście widok na pasmo Gorajów ze wzgórz rejonu Werchraty. Niezapomniany jest widok na Goraje od strony Dahanów. Warto też wspomnieć o specyficznym punkcie widokowym na południe od Krupca (Narol). Z jednego miejsca widoczne są Goraje i Wielki Dział na Roztoczu Południowym, a także dość odległa Wapielnia - najwyższe wzniesienie Roztocza Środkowego. Wspomniany punkt widokowy (GPS 50 19.911; 23 19.286) położony jest na stoku Jasnej Góry, ok. 1 km od Krupca.
Na Goraje najłatwiej dotrzeć od strony Mrzygłodów. Od rozwidlenia dróg we wsi (GPS 50 17.404; 23 28.435) należy konsekwentnie podążać drogą w kierunku północno - zachodnim, by po ok. 2 km dotrzeć do podnóża Krągłego Goraja. Równie łatwo osiągnąć Goraje od strony Huty Lubyckiej. Od krzyża na wschodnim krańcu wsi (GPS 50 18.514; 23 26.130) należy podążać za znakami szlaku czerwonego w kierunku południowo - wschodnim, by również po ok. 2 km dotrzeć pod stoki Gorajów.
Warto też wspomnieć o dziejach okolicznych wsi. Najbliżej Gorajów znajdują się Mrzygłody, należące do gminy Horyniec - Zdrój. Obecnie jest to niewielka wieś, malowniczo położona w dolinie, wśród lasów. Również w końcu XIX w. była to niewielka osada, o której „Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego" podaje, iż jest to „grupa domów w Lubyczy Kameralnej" lub „cześć Werchraty". Prawdopodobnie Mrzygłody Lubyckie należały do Lubyczy, a Mrzygłody - do Werchraty. W każdym razie w dwudziestoleciu międzywojennym były to raczej przysiółki, z których większe Mrzygłody liczyły 47 budynków, a mniejsze Mrzygłody Lubyckie - tylko 19. Dziś Mrzygłody Lubyckie to tylko jedno gospodarstwo. Jako ciekawostkę można podać, iż na terenie dawnych Mrzygłodów Lubyckich (ludność została wysiedlona w ramach akcji „Wisła") znajduje się duża, kamienna studnia - w obrębie jednego z opuszczonych gospodarstw.
W pobliżu Gorajów położona jest Huta Lubycka, należąca do gminy Lubycza Królewska. Według Józefa Niedźwiedzia, pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1676 roku, Do I rozbioru Polski była wsią królewską, wchodzącą w skład starostwa rzeczyckiego. Jej nazwa pochodzi od istniejącej tutaj huty szkła, założonej zapewne na terenie Lubyczy. W 1761 roku istniała we wsi drewniana cerkiew parafialna p.w. św. Praksedy, która należała do dekanatu potylickiego. W wyniku I rozbioru Polski Huta Lubycka znalazła się pod zaborem austriackim i w 1787 roku została nadana wraz z całym starostwem rzeczyckim Edwardowi Romanowskiemu, w drodze wymiany za warzelnie soli w Kossowie. W 1830 roku majątek ten nabył na publicznej licytacji baron Henryk August von Zeubitz. Po nim dobra lubyckie przejęli Woronieccy, a następnie ok. poł. XIX wieku Ludwik Zieliński. Pod koniec XIX wieku wieś należała do powiatu Rawa Ruska. Wówczas liczyła 145 mieszkańców. W latach 1910-1921 obszar dworski został rozparcelowany. Spis z 1921 roku notował we wsi 62 domy i 331 mieszkańców, w tym 151 Ukraińców i 8 Żydów. W 1947 roku miejscowi Ukraińcy zostali przesiedleni na zachód Polski.

Zobacz galerię z widokami na Goraje.

Dziewięcierz

Tekst ukazał się w dziesiątym numerze Gazety Horynieckiej.

Obecnie Dziewięcierz to niewielka wieś, której zabudowania rozrzucone są między Horyńcem i Werchratą. Pierwotnie wieś nosiła nazwę „Dziewięciory”. Była lokowana na tzw. „surowym korzeniu” w II połowie XVI wieku, przez ówczesnego starostę lubaczowskiego, Andrzeja Myszkowskiego. XIX-wieczny „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowniańskich” podaje, iż Dziewięcierz („z Einsingen i Soroczą Łozą”) liczy 1822 mieszkańców, w tym 1497 grekokatolików i 106 katolików rzymskich. We wsi znajdowała się szkoła etatowa z jednym nauczycielem.
Sąsiedztwo Potylicza (ośrodka garncarskiego) i Starego Brusna (ośrodka kamieniarskiego) przyczyniła się do gospodarczego rozwoju Dziewięcierza. Na początku XVIII wieku we wsi pracowało 17 garncarzy, a jeszcze w początkach XX w. na terenie kolonii Einsingen czynny był kamieniołom.
Według Janusza Mazura (Muzeum Kresów w Lubaczowie) w XVII wieku w Dziewięcierzu czynna była niewielka ruda i huta żelaza, funkcjonował też młyn oraz karczmy. Wieś prawdopodobnie znacznie ucierpiała podczas intensywnych walk rosyjsko-niemieckich, toczonych w okolicach Rawy Ruskiej i Horyńca w czerwcu 1915 r. Ostatnia wojna, walki polsko-ukraińskie oraz przesunięcia granicy państwowej, spowodowały faktyczną zagładę większej części wsi, która istnieje obecnie w stanie szczątkowym (ludność ukraińska została wysiedlona w ramach akcji „Wisła”).
Przed wojną, Dziewięcierz (należący do powiatu Rawa Ruska) był wsią rozproszoną. Składał się z kilku części i przysiółków: Dolina Dunajecka, Dolina Popowa, Kiernica, Moczary, Słotwina, Sorocza Łoza in. Analizując przedwojenną mapę Wojskowego Instytutu Geograficznego (WIG) można dojść do wniosku, iż główna część Dziewięcierza (69 domów) znajdowała się w rejonie obecnego cerkwiska, ciągnąc się w kierunku kolonii Einsingen (53 domy), która powstała w końcu XVIII wieku. Według spisu ludności z 1921 roku, Dziewięcierz (bez Einsingen) liczył 2012 mieszkańców, w tym: 101 katolików rzymskich, 1804 grekokatolików, 53 ewangelików i 54 wyznania mojżeszowego.
Wędrując dziś po okolicach Dziewięcierza, trudno sobie wyobrazić, iż kiedyś była to ludna i dynamicznie funkcjonująca wieś. Po dawnym Dziewięcierzu pozostało tylko kilka rozrzuconych po okolicy niewielkich skupisk domów (Dolina Dunajecka, Słotwina) oraz obecnie samodzielna wieś Moczary. Zniknęła główna część Dziewięcierza (pozostało tylko jedno gospodarstwo) oraz takie przysiółki jak: Dolina Popowa, Kiernica, Trościanka i Hruszki. Tereny Einsingen znajdują się po ukraińskiej stronie granicy. W 2004 r. wieś liczyła jedynie 122 mieszkańców, natomiast osiedle po PGR-owskie, administracyjnie należące do Dziewięcierza – 137 mieszkańców.
Z turystycznego punktu widzenia, okolice Dziewięcierza należą do najbardziej atrakcyjnych krajobrazowo i kulturowo miejsc na Roztoczu Południowym. Malownicze wzgórza, porozdzielane dolinami. Stare kapliczki i krzyże przydrożne. Najciekawsze są pozostałości dawnej cerkwi i cmentarz z nagrobkami bruśnieńskimi. Cmentarz i cerkwisko znajdują się przed pierwszym ostrym (prawie 90 stopni w lewo) zakręcie wąskiej drogi prowadzącej od szosy Horyniec – Werchrata, do wsi Moczary.
Na cmentarzu odnajdujemy grób parocha dziewięcierskiego, Józefa Czechowicza, zmarłego w 1875 roku. Według przekazów miejscowej ludności, do roku 1948 cmentarz znajdował się po radzieckiej stronie granicy. Osoby zmarłe w latach 1946-1947 chowane więc były poza głównym cmentarzem. Do dziś zachowało się 9 grobów, na zachód od cmentarza. Obecnie cmentarz składa się z dwóch części: starej oraz nowej, na której wciąż dokonuje się pochówków.
Zdecydowanie najciekawszym obiektem w Dziewięcierzu – Moczarach są pozostałości dawnego zespołu cerkiewnego. Według Janusza Mazura, ostatnia cerkiew wzniesiona była w konstrukcji zrębowej i osadzona na kamiennej podmurówce. Założona była na planie trójdzielnym: nawa obszerna, kwadratowa, prezbiterium nieco mniejsze, węższa zakrystia. Pod zakrystią znajdowała się murowana piwnica. Główne pomieszczenia przykryte były kopułami. Wewnątrz znajdował się chór, ściany pokrywała polichromia. Do chwili obecnej zachowały się wysokie, kamienne fundamenty z piwnicą pod zakrystią oraz pozostałości ołtarza. Po 1951 r. przeprowadzono rozbiórkę obiektu. Część materiału wojsko użyło do budowy mostu w Horyńcu. Do dewastacji przyczynili się żołnierze rosyjscy, którzy jeszcze w latach 40. ściągnęli z cerkwi i dzwonnicy blachę. Z dawnego zespołu cerkiewnego pozostało niewiele, jednak to co jest przyciąga turystów: malownicze mury otaczające dawną cerkiew, bramy przejściowe, kamienne fundamenty z piwnicą. A to wszystko otoczone... pustką, zielenią, wodą.
Na południe od dawnego zespołu cerkiewnego, na brzegu potoku, w pierwszej połowie XIX w. zbudowano kapliczkę nad źródełkiem. Do kapliczki możemy dotrzeć drogą biegnącą niemal równolegle do granicy państwowej, pokonując potok. Po przekroczeniu mostku należy skręcić w prawo i podążać wzdłuż cieku wodnego. Niestety – nie ma tu żadnej ścieżki, więc odnalezienie kapliczki może sprawiać pewną trudność, zwłaszcza w miesiącach letnich. Niemniej trud się opłaca, gdyż jest to bardzo malowniczy obiekt. Jak wspomniano wyżej, ta część dawnej wsi do 1948 roku znajdowała się po radzieckiej stronie granicy. Według relacji mieszkańców Moczarów, żołnierze sowieccy poili konie w kamiennej, wypełnionej wodą części kapliczki.
Będąc w okolicach Dziewięcierza trzeba pamiętać o bezpośredniej bliskości granicy. Od cerkwiska do pasa granicznego jest zaledwie ok. 200 m. Należy wziąć ze sobą dokumenty, dobrze też zgłosić ewentualną wycieczkę w placówce Straży Granicznej w Horyńcu.

Huta Kryształowa

Tekst ukazał się w dziewiątym numerze Gazety Horynieckiej.

Huta Kryształowa... miejsce niezwykłe, a położone stosunkowo blisko Horyńca (w linii prostej ok. 5 km). O Hucie po raz pierwszy dowiedziałem się z przewodnika Grzegorza Rąkowskiego, „Polska egzotyczna”, tom II. Przeczytałem, iż jest takie miejsce szczególne – aleje pomnikowych drzew, piękny park podworski, wspomnienie po dworze. Odnaleźć to wszystko nie było łatwo. Każdy, kto był w Hucie – w rejonie dawnego dworu i parku – a szukał samodzielnie - wie co mam na myśli. Inspirowany tekstem Rąkowskiego, rozpocząłem poszukiwania parku oraz ruin dworu. Park podworski w Hucie Kryształowej – to miejsce magiczne. Stare, potężne drzewa, świetlisty park-las, wyglądający jakby opuszczono go zaledwie kilka lat temu. Ale przede wszystkim to klimat, niepowtarzalna atmosfera, której nie da się opisać. Nie jednego turystę udało mi się ‘zarazić’ urokiem tego miejsca. W końcu nawet trafiłem na... prawowitego dziedzica tych terenów - ale to historia na inne opowiadanie.
W Hucie Kryształowej bywałem też często z przyjaciółmi z GERP ( www.gerp.horyniec.net ). To wtedy jednemu z nas – specjaliście od robienia zdjęć... przez lornetkę – udało się uchwycić kadr ogromnego komina – postawionego po stronie ukraińskiej (odkrywkowa kopalnia siarki – od dawna nieczynna). Komin stoi dość daleko od granicy, lecz jego wierzchołek wynurza się znad lasu – wywołując niesamowite wrażenie. Dopiero ze znakomitego punktu widokowego za Borową Górą widać jak jest ogromny i jaka dzieli go od granicy odległość.
We wsi (po-pegeerowskiej) warto obejrzeć pozostałość budynku dawnej gorzelni. Raz udało mi się tam zrobić całkiem niesamowite zdjęcie: oświetlona gasnącymi promieniami słońca, gorzelnia na tle granatowej chmury burzowej rozlokowanej nad Horyńcem. Na terenie wsi znajdują się też dwa bunkry tzw. „Linii Mołotowa”. Jeden – po lewej stronie drogi, drugi (mało znany) – po stronie prawej.
Pozostaje jeszcze kwestia nazwy wsi. Według Janusza Mazura, zachowana do dnia dzisiejszego, jako jedyna na tym terenie, nazwa „Huta Kryształowa”, w naturalny sposób była łączona z hutą szkła założoną przez Adama Mikołaja Sieniawskiego w 1717 roku. Dopiero wnikliwsze badania doprowadziły do ustalenia lokalizacji huty szkła kryształowego na terenie obecnie istniejącej osady Stara Huta (od marca do czerwca 2006 w siedzibie Muzeum Kresów w Lubaczowie, otwarta była wystawa pt. "Szkła z Huty Kryształowej w starostwie lubaczowskim 1717/1718 - koniec XVIII wieku"). Zdaniem Janusza Mazura, nadal pozostaje jednak do wyjaśnienia kwestia okresu funkcjonowania oraz rodzaju produkcji manufaktury szkła, która niewątpliwie musiała istnieć na terenie obecnej osady Huta Kryształowa. Jednak ani dokładna lustracja terenu, ani rozmowy ze starszymi mieszkańcami wsi nie pozwoliły na ustalenie lokalizacji dawnej huty.
Przed wojną, na terenie Huty Kryształowej znajdował się modrzewiowy dwór, zwany Smolinem – własność rodziny Andruszewskich. Według relacji Cezarego Andruszewskiego, dwór został spalony przez bandytów w maju 1944 roku. Nieco wcześniej Andruszewscy niemal cudem uniknęli śmierci z rąk UPA. Dziedziców Smolina uratował mieszkaniec Horyńca Ludwik Burek, który w ostatniej chwili uprzedził ich o planowanym ataku UPA i pomógł w ucieczce.
Jerzy Pórecki (autor monografii „Zabytkowe ogrody i parki województwa przemyskiego”) o Hucie Kryształowej pisze, iż zachowane są tu pozostałości XVIII-wiecznego założenia ogrodowego, rozplanowanego na rzucie prostokąta z liczącymi ok. 2 km dwoma szpalerami lipowymi, przekształconymi później w aleje lipowe. Rośnie tam wiele pomnikowych lip (o obwodzie 300-480 cm). Stawy, pozostałości dworu i spichlerza oraz oranżerii zostały całkowicie zniszczone, a teren zniwelowany. Tak jest rzeczywiście, aczkolwiek w parku podworskim można wciąż odnaleźć wystające z ziemi cegły – prawdopodobnie pozostałości fundamentów zabudowań dworskich.
Spośród drzew chronionych (a właściwie oczekujących na ochronę prawną – stosowne wnioski do Wojewody Podkarpackiego Nadleśnictwo Lubaczów złożyło dwa lata temu) na terenie wsi znajduje się grupa 13 dębów szypułkowych, przy dawnej drodze polnej, obecnie śródpolnym jarze. Obwód najokazalszego to ponad 4,5 m, zaś wysokość najwyższego okazu to 36 m. Na terenie parku podworskiego znajduje się jeden modrzew europejski (obwód ponad 3 m, wysokość 27 m), trzy sosny wejmutki (obwód niemal 3 m i wysokość ok. 30 m) oraz jeden dąb szypułkowy (4,5 m obwodu i 33 m wysokości).
Wybierając się w okolice Huty Kryształowej należy pamiętać, iż jest to rejon przygraniczny – i to w pełnym tego słowa znaczeniu: park podworski bezpośrednio sąsiaduje z granicą RP. Dobrze byłoby nie zapomnieć o zakazie wchodzenia na pas graniczny i o zabraniu ze sobą dokumentów – na wypadek spotkania ze Strażą Graniczną. Nie jest też złym pomysłem wcześniejsze zgłoszenie Straży Granicznej (może być telefonicznie) o zamiarze udania się w okolice Huty Kryształowej. Teren ten jest już w jurysdykcji placówki SG w Lubaczowie.

Rowerem przez Roztocze Południowe (2)

Tekst ukazał się w drugim numerze Gazety Horynieckiej.

W poprzednim numerze opisaliśmy odcinek proponowanej trasy do miejsca w którym krzyżują się: droga asfaltowa z drogą leśną prowadzącą do Świdnicy (szlaban) oraz drogą utwardzoną do Nowin Horynieckich położonych po przeciwległej stronie wąwozu. Przed nami najkrótszy ale zarazem najtrudniejszy terenowo odcinek trasy chociaż będzie prowadzić nowiutkim „dywanikiem" asfaltowym. Duże różnice wysokości, bardzo strome zjazdy i podjazdy - wszystko to sprawia, że pokonanie go jest bardzo trudne nawet dla doświadczonych „freeriderów". Ostrożność w zjeżdżaniu jest niezbędna gdyż często spotyka się pojazdy różnego typu nagle pojawiające się z naprzeciwka, rozpędzone zjazdem z góry. Mniej wprawni rowerzyści dla własnego bezpieczeństwa powinni rower prowadzić. Po 500 metrach od szlabanu dla miłośników „downhillu" gratka: 300 metrowy zjazd w dolinę potoku Dublen.
Od dna doliny rozpoczyna się stromy podjazd, a do pokonania prawie 80 m w pionie na odcinku tylko 700m! Tutaj to chyba nikomu nirt uda się wyjechać rowerem, bo samo wyjście jest dostatecznie wyczerpujące. Dziwne, że przy tak dużym nachyleniu 'drogi nie zastosowano serpentyny ;). Wyczerpujący wjazd (a raczej prowadzenie rowerka) na wzniesienie zostaje wynagrodzony. Docieramy do miejsca idealnego na wypoczynek. Na szczycie wzniesienia odsłaniają się malownicze skałki wapienne a z tyłu w prześwicie lasu wspaniały widok na Nowiny . Po kilkuset metrach kolejne skrzyżowanie leśnych dróg. I tu skręcimy w lewo. Przy skrzyżowaniu znajduje się jeden z najgłębszych na Roztoczu ponad 25 metrowy (!) wąwóz, a na jego zboczach kilka bunkrów Linii Mołotowa.
Drogą docieramy do kulminacji wzniesienia „Brusno" zwanego niegdyś przez tutejszych mieszkańców „Górą". Znajduje się tutaj leśna wieża przeciwpożarowa, której szczyt jest najwyższym punktem na Roztoczu Południowym (415 metrów n.p.m). Kilkadziesiąt metrów dalej słabo widoczna droga leśna odchodząca w prawo prowadzi do niezwykle ciekawego starego kamieniołomu. Podążając asfaltem dojeżdżamy do czynnego kamieniołu a oczom naszym ukazuje się „księżycowy krajobraz". Dziś wydobywa się tu kamień głównie do celów budowlanych i przemysłowych. Jeszcze do lat 40 XXw. mieszkańcy nieistniejącego już dziś Brusna Starego wyrabiali z większych bloków kamiennych przede wszystkim wspaniałe rzeźby, i krzyże, które zachowały się jeszcze licznie przy drogach, w lasach i na okolicznych cmentarzach.
Najbardziej strome zjazdy mamy już za sobą, ale przed nami jeszcze jeden, trochę łagodniejszy z góry Brusno. Zjeżdżamy już z garbu roztoczańskiego na prawie „płaski" teren. Niestety kończy się wygodny asfalt. Kolejny odcinek prowadzi już „tylko" utwardzoną drogat. Mijamy po prawej wapienny krzyż przydrożny z odłamanym ramieniem i stojącą za nim na środku pola „dziwną" budowlę ziemno-betonową. W okresie intensywnej działalności kamieniołomów znajdował sie w niej magazyn materiałów wybuchowych do wydobywania kamienia metodą detonacji.
Po kolejnych kilkuset metrach jazdy wśród pól znowu wjeżdżamy do lasu. Kilkadziesiąt metrów wzdłuż linii lasu można odnaleźć zniszczony, potężny bunkier. Już z daleka widać rozrzucone dookoła elementy konstrukcji, porozrywane silą wybuchu druty, zapadnięty sufit i ściany. Jakaż musiała zadziałać siła by pokonać prawie dwumetrowy żelbetonowy mur? Chyba tylko rozsadzenie od środka dużą ilością materiałów wybuchowych.
Podążamy dalej przez las, przekraczamy rzeczkę Brusienkę, mijamy zabudowania Polanki Horynieckiej i zniszczoną asfaltową drogą docieramy do Brusna Nowego. W centrum wsi po lewej stronie w otoczeniu wiekowych lip stoi piękna lecz zrujnowana cerkiew grekokatolicka p.w. św. Paraskewy. Tuż za nią stary cmentarz, na którym to wśród przepięknych nagrobków bruśnieńskich można odnaleźć kilka „krzyży" z ramionami w kształcie trójkąta. Wracamy do głównej drogi, mijamy po lewej starą kapliczkę i dojeżdżamy do skrzyżowania na którym skręcamy w lewo w stronę Horyńca. W cieniu topolowej aleji wyjeżdżamy na niewielkie wzniesienie z którego podziwiać można niezwykle piękną roztoczańską panoramę. Po lewej stronie widać wzgórze Hrebcianka, wzgórze Brusno z kamieniołomem i wieżą p.poż. a w oddali wzgórze Buczyna koło Nowin. Po prawei stronie drogi , na polach wśród kęp drzew „pochowały się" kolejne poradzieckie bunkry.
Ostatni etap naszej wyprawy to kilkukilometrowy odcinek leśny prowadzący przez Świdnicę. Za jej ostatnimi zabudowaniami pokonujemy dosyć łagodny podjazd i zjeżdżamy aż do miejsca gdzie kończy się las a zaczynają pola uprawne. Warto tutaj się zatrzymać i podejść jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej za przydrożne zarośla. Po lewej stronie zobaczymy zalesiony wał Roztocza a po prawej Horyniec jak z „lotu ptaka". Przy dobrej pogodzie na linii horyzontu można zobaczyć słupy elektrycznej linii wysokiego napięcia 750 kV (!) (dziś nieczynnej) z chmielnickiej elektrowni atomowej na Ukrainie do Widełki koło Kolbuszowej. Sprawne, bądź uzbrojone w lornetkę oko dostrzeże także połyskującą w słońcu kopułę murowanej cerkwi we Wróblaczynie na terytorium Ukrainy.
Przed nami ostatni długi i łagodny zjazd przez dzielnicę sanatoryjną Horyńca, skąd już tylko kilkaset metrów do miejsca gdzie rozpoczęliśmy naszą rowerową wyprawę.

Rowerem przez Roztocze Południowe (1)

Tekst ukazał się w pierwszym numerze Gazety Horynieckiej.

Okolica, w której mieszkamy na pierwszy rzut oka może się wydawać mało atrakcyjna turystycznie: ani wysokich gór, ani jezior tylko pola i lasy. Jeśli jednak wykażemy odrobinę zainteresowania przekonamy się, że to miejsce jest nie tylko piękne, ale też wyjątkowe. W czym tkwi ta wyjątkowość? Dowie się każdy, kto wyruszy z nami na wyprawę... Proponowaną przez nas trasę można przejść pieszo, ale najlepszym środkiem do przemieszczania się po terenie Roztocza Południowego jest rower górski. Można też do tego celu użyć poczciwego składaka lub innych dostępnych modeli ;). Do pokonania mamy 21 km a więc idealną odległość na wiosenne popołudnie. Przyda się też dobra kondycja gdyż różnica wysokości między skrajnymi punktami trasy wynosi 120 m. Polecamy wziąć ze sobą dokładną mapę, lornetkę, latarkę, aparat fotograficzny i przewodnik po ścieżce przyrodniczo-kulturowej Horyniec-Nowiny Horynieckie, gdyż część naszej trasy będzie prowadzić tą ścieżką i jednocześnie zielonym szlakiem turystycznym.

Wyprawę zaczynamy w centrum Horyńca. Spod bramy Parku Zdrojowego ruszamy drogą wojewódzką w kierunku Werchraty. Warto zatrzymać się na chwilę przy starym cmentarzu w Horyńcu i obejrzeć zachowane jeszcze przepięknie rzeźbione nagrobki bruśnieńskie. Jedziemy dalej i na wysokości klasztoru o.o. Franciszkanów skręcamy w lewo i drogą gruntową przeprawiamy się najwyższym i najstarszym w Horyńcu, drewnianym mostem przez rzekę Glinianiec. Po łagodnym podjeździe wjeżdżamy na pole. Po prawej stronie stoi drewniany krzyż ustawiony w miejsce przedwojennego, do którego udawały się procesje z modlitwami o dobre zbiory. Po prawej wznosi się garb Roztocza Południowego tzw. Pagóry Sopotu. Wjeżdżamy utwardzoną drogą w las „Puchary", który leży już na obszarze Południowo-roztoczańskiego Parku Krajobrazowego. W czasie II wojny światowej stacjonowały tutaj oddziały armii radzieckiej i jeszcze dzisiaj zauważyć można ślady tej obecności - okopy i transzeje. Zbliżamy się do miejsca, w którym droga utwardzona wyraźnie odbija w lewo, my jednak jedziemy prosto. Po chwili wjeżdżamy na łąkę (częściowo już dzisiaj zarośniętą) będąca kiedyś własnością parafii - stąd też używana do dziś nazwa „Księża Łąka". Jadąc przez las czujemy, iż jazda staje się coraz bardziej męcząca. To skutek tego, że cały czas wspinamy się na widoczny wcześniej na otwartej przestrzeni wał Roztocza. Niemal dwukilometrowy, łagodny podjazd pod górkę kończy stromy zjazd do doliny rzeczki Sołotwiny. Dalsza droga prowadzi pod wiaduktem kolejowym, zbudowanym podobnie jak cała linia kolejowa jeszcze w czasach zaboru austriackiego. Wjeżdżamy na śródleśną polanę ze słynną kapliczką leśną Matki Boskiej Horynieckich Zdrojów. W tym miejscu można zrobić przystanek, nabrać sił przy szumie wody wypływającej z kilku źródełek, bo przed nami coraz ciekawszy i trudniejszy teren. Opuszczamy to wyjątkowe miejsce i stromą dróżką wyjeżdżamy z doliny w kierunku północnym na rozległe pole i skręcamy w lewo w drogę gruntową. Po prawej stronie wzgórze Buczyna z pomnikowymi okazami buczyny karpackiej. Nieco dalej, na wzniesieniu Pańska Góra można zobaczyć cmentarz z okresu I wojny światowej - mogiła ok.1000 poległych żołnierzy. Po lewej biała kapliczka z figurą św. Jana Nepomucena ufundowana prawdopodobnie przez uwolnionych z jasyru tatarskiego w podzięce za ocalenie. Warto zatrzymać się przy niej na dłuższą chwilę ze względu na wspaniały widok: na pierwszym planie Horyniec z charakterystycznymi obiektami sanatoriów KRUS i Uzdrowiska Horyniec a przy wyjątkowym szczęściu i doskonałej przejrzystości powietrza można dostrzec na horyzoncie pasmo Karpat odległe o 150 km!!!
Z tego miejsca zjeżdżamy drogą wzdłuż zabudowań Nowin, wsi malowniczo położonej po obu stronach doliny potoku o tej samej nazwie. Po drodze mijamy mogiłę pomordowanych przez nacjonalistów UPA mieszkańców. Docieramy do skrzyżowania, na którym kierujemy się w prawo w stronę Brusna. Droga ta (własność Lasów Państwowych) ma nową nawierzchnię asfaltową co sprawia, że jest to jeden z najwygodniejszych i najprzyjemniejszych odcinków opisywanej trasy. Często jednak prowadzone są tu ścinki drzew, dlatego też gdy przy drodze zauważymy ostrzegawcze tablice oraz w czasie długotrwałego okresu suszy - wstęp do lasu jest zabroniony. Wtedy pozostaje nam kontynuować wycieczkę inną drogą. Można jeszcze w odległości ok. 200 metrów za szlabanem spróbować odnaleźć tzw. "Krzyż lotnika", ale wycieczkę musimy dokończyć już inną drogą .Jeśli jednak nic nie stoi na przeszkodzie ruszamy dalej. Ale o tym w następnym numerze...

Krzyż lotnika?
Na północ od Nowin Horynieckich, w sosnowo-bukowym lesie znajduje się ciekawy krzyż. Już na pierwszy rzut oka widać że jest inny niż te, które często spotyka się na naszym terenie. Jest masywny nieco jakby „surowy", bez postaci Chrystusa, bez świętych figur. Widnieją na nim starannie wykonane napisy w języku niemieckim. Szczególną uwagę zwracają charakterystycznie rzeźbione, wypukłe litery nie występujące na miejscowych krzyżach bruśnieńskich. Dlaczego postawiono go tutaj? Kto to zrobił? Gdy spróbujemy przetłumaczyć inskrypcje uzyskamy częściowo odpowiedź: „Tu spoczywa porucznik (...) Alfred Wittmann z Kempten poległy 20 czerwca 1915 roku. Trzeci i ostatni z naszych poległych na polu chwały synów. Jego bracia Fritz i Oskar zginęli we Francji w 1914." Dlaczego ten żołnierz został pochowany właśnie tu w środku lasu, a nie na pobliskim cmentarzu wojennym? A może to grób pilota samolotu który miał rozbić się w tym właśnie miejscu podczas I wojny światowej? Te pytania na razie pozostają bez odpowiedzi.